Brak indeksacji podstron często jest tłumaczony jednym argumentem: „Google uznało, że treść jest niskiej jakości”. W przypadku pojedynczego artykułu takie wyjaśnienie może wydawać się prawdopodobne. Trudniej jednak zastosować je do serwisu, który posiada kilka tysięcy produktów, wpisów, artykułów lub innych podstron, a w indeksie znajduje się tylko niewielka część z nich.
Tym bardziej gdy publikowane treści są merytoryczne, odpowiadają na pytania użytkowników, zawierają dużą ilość wiedzy, informacje techniczne i zostały przygotowane przez ekspertów. Strona może mieć również dobrą optymalizację techniczną, nie posiadać blokady indeksacji, a mimo to kolejne podstrony nie będą trafiały do indeksu.
Co więc może być przyczyną?
Czy naprawdę problemem jest niska jakość treści?
Zacznijmy od najczęściej powtarzanego wyjaśnienia. Czy niska jakość treści może mieć wpływ na indeksację? Nie można tego całkowicie wykluczyć. Nie oznacza to jednak, że każdą niezindeksowaną podstronę można automatycznie uznać za słabą.
Jeżeli strona posiada kilka tysięcy treści, a Google indeksuje zaledwie kilkanaście czy kilkadziesiąt, taka diagnoza oznaczałaby, że zdecydowana większość materiałów jest nieprzydatna. W wielu przypadkach nie znajduje to potwierdzenia w samej zawartości.
Można przecież stworzyć artykuł, który:
- odpowiada na konkretne pytania użytkowników,
- wyczerpująco omawia temat,
- zawiera dużą ilość wiedzy merytorycznej,
- przedstawia informacje techniczne,
- zawiera praktyczne przykłady,
- został przygotowany przez eksperta,
- jest napisany z myślą o użytkowniku,
- posiada logiczną strukturę i odpowiednie linkowanie.
Mimo tego nie ma gwarancji, że podstrona zostanie zaindeksowana.
Nie wystarczy więc stwierdzić, że tekst ma odpowiednią długość, nagłówki, słowa kluczowe, linki i został przygotowany zgodnie z zaleceniami. Jakość merytoryczna tekstu i jego indeksacja to dwa różne zagadnienia.
Problem pojawia się również dlatego, że określenie „wysokiej jakości treść” nie jest prostym parametrem. Nie istnieje jedna długość tekstu, liczba słów kluczowych czy liczba nagłówków, która automatycznie czyni materiał wartościowym.
Dobry, ekspercki tekst nie otrzymuje automatycznie gwarancji indeksacji tylko dlatego, że jest dobrym tekstem.
Blog się nie indeksuje, a artykuły są wartościowe
Dobrym przykładem jest blog. Można regularnie publikować nowe materiały, zmieniać sposób ich tworzenia, rozwijać teksty i przeprowadzać kolejne testy, a mimo tego sytuacja z indeksacją może się nie zmieniać.
Jeszcze ciekawszy jest przypadek, gdy artykuł najpierw zostaje zaindeksowany, a następnie po pewnym czasie wyindeksowuje się.
Pojawia się wtedy schemat:
publikacja → indeksacja → wyindeksowanie.
Jeżeli dotyczy to większej liczby artykułów, trudno za każdym razem przyjąć, że problemem jest jakość konkretnego tekstu.
Może również wystąpić sytuacja odwrotna: kolejne podstrony są indeksowane, ale nie powoduje to przyrostu nowych słów kluczowych w TOP100. Wtedy sama liczba zaindeksowanych adresów URL niewiele mówi o skuteczności publikowanych treści.
Tekst jest dobry, ale czy wszystkie jego elementy są właściwie oznaczone?
Tekst internetowy nie jest wyłącznie zbiorem zdań. Składa się z wielu elementów, które razem tworzą dokument.
Jest tytuł, nagłówek, kolejne sekcje, akapity, wyboldowane słowa kluczowe, linki wewnętrzne w treści, linki zewnętrzne, linki wewnętrzne prowadzące do danej treści, a czasami również oceny, komentarze czy dane strukturalne – jeżeli zostały wdrożone.
Dochodzi do tego sposób podziału tekstu na sekcje oraz różnego rodzaju wielkości fontów, kolory i inne elementy wizualne.
Dla człowieka wszystko może być oczywiste.
Większy tekst wygląda jak nagłówek. Pogrubiony fragment wygląda jak ważna informacja. Inny kolor wskazuje określony element. Sekcja jest wyraźnie oddzielona od następnej.
Ale wygląd elementu nie jest tym samym co jego prawidłowe oznaczenie w strukturze dokumentu.
To szczególnie interesujący temat, jeśli spojrzymy na historię tworzenia stron.
Około 20 lat temu strony internetowe tworzono w zupełnie innych warunkach technologicznych. Dużo większą uwagę przykładano do świadomego określania funkcji poszczególnych elementów. Link był linkiem, nagłówek nagłówkiem, a wyróżniony fragment miał określone znaczenie.
Dzisiaj ogromną część pracy wykonują CMS-y, kreatory i gotowe komponenty. Możemy stworzyć atrakcyjną wizualnie stronę bez wiedzy o tym, jaki kod zostanie wygenerowany pod spodem.
W efekcie strona może wyglądać bardzo dobrze, ale nie każdy jej element musi być równie jednoznacznie przedstawiony w strukturze dokumentu.
Nie oznacza to, że brak konkretnego oznaczenia automatycznie powoduje brak indeksacji. Jest to jednak element, którego nie należy pomijać podczas analizy.
Strona internetowa powinna nie tylko wyglądać jak uporządkowany dokument, ale również być odpowiednio zbudowana jako dokument.
Google, CMS i linkowanie – dlaczego „wszystko jest dobrze” nie zawsze wystarcza?
Jednym z najczęstszych problemów w analizie indeksacji jest poleganie wyłącznie na podstawowej dokumentacji Google.
Jeżeli strona nie ma blokady indeksacji, posiada sitemapę, prawidłowy canonical i inne elementy techniczne, łatwo dojść do wniosku, że wszystko zostało wykonane poprawnie.
A skoro wszystko jest poprawne, pozostaje tylko czekać.
To jednak zbyt daleko idące uproszczenie.
Dokumentacja Google nie jest gwarancją pełnej indeksacji
Google publikuje dokumentację dotyczącą sposobu działania wyszukiwarki oraz zaleceń związanych z tworzeniem stron. Jest ona bardzo ważnym punktem odniesienia, ale dostosowanie strony do dokumentacji nie oznacza gwarancji, że wszystkie podstrony zostaną zaindeksowane.
Można więc spełniać opisane wymagania, a mimo tego mieć problem z indeksacją części serwisu.
Dlatego zdanie:
„Zrobiliśmy wszystko zgodnie z dokumentacją Google, więc teraz trzeba czekać”
nie powinno kończyć analizy.
Jeżeli mijają tygodnie lub miesiące, a sytuacja się nie zmienia, trzeba ponownie sprawdzić założenia.
CMS może być częścią problemu
Drugim elementem jest CMS, na którym zbudowana została strona lub sklep.
Użytkownik dodaje artykuł w edytorze i widzi gotową treść. Google otrzymuje natomiast kod wygenerowany przez konkretny silnik.
Dwa różne systemy mogą przedstawić użytkownikowi bardzo podobną stronę, ale wygenerować zupełnie inną strukturę dokumentu.
CMS może automatycznie dodawać różne elementy, powtarzalne fragmenty, komponenty czy dodatkowe struktury. W dużych sklepach dochodzą do tego tysiące produktów, kategorii i innych adresów.
Dlatego przy problemie z indeksacją stron warto analizować nie tylko to, co zostało napisane, ale również co faktycznie generuje system po dodaniu treści.
Brak linkowania zewnętrznego
Kolejny temat to linkowanie zewnętrzne.
Brak backlinków nie oznacza automatycznie, że dana podstrona nie zostanie zaindeksowana. Warto jednak spojrzeć na problem szerzej.
Jeżeli powstaje wartościowy artykuł, zawierający specjalistyczną wiedzę, ale nikt z zewnątrz do niego nie linkuje, nie przywołuje go i nie przekazuje dalej, jest to jeden z elementów, który można uwzględnić podczas analizy.
Można postawić pytanie:
Czy dana treść otrzymuje jakiekolwiek sygnały świadczące o tym, że jest interesująca również poza własną witryną?
Nie oznacza to zasady, że każda podstrona musi posiadać backlink. Brak zewnętrznych odnośników może jednak być jednym z powodów, dla których wartość i znaczenie danej treści należy analizować szerzej niż tylko przez jej zawartość.
„Google ma czas”
Oczywiście to Google decyduje, czy i kiedy dana podstrona zostanie zaindeksowana. Nie można nakazać wyszukiwarce umieszczenia konkretnego adresu w indeksie.
Nie oznacza to jednak, że czekanie jest strategią SEO.
Jeżeli minęło kilka dni, oczekiwanie jest czymś naturalnym. Jeżeli jednak mijają tygodnie lub miesiące, a setki czy tysiące podstron nadal pozostają poza indeksem, warto przestać traktować czas jako jedyne wyjaśnienie.
Szczególnie wtedy, gdy:
- strona nie ma blokady indeksacji,
- optymalizacja techniczna jest poprawna,
- treści są merytoryczne,
- artykuły tworzone są na różne sposoby,
- przeprowadzane są kolejne testy,
- a efekt pozostaje taki sam.
Jeżeli zmieniamy treść, ale nie zmienia się zachowanie indeksacji, być może problem nie znajduje się w samej treści.
Historia SEO ma znaczenie – nie kopiuj bezrefleksyjnie konkurencji
Ostatnim, często pomijanym problemem jest brak wiedzy o tym, jak strony internetowe były tworzone i optymalizowane wcześniej.
SEO nie zaczęło się wraz z obecnymi CMS-ami, automatyzacją i generatywną AI. Przez lata zmieniały się technologie, sposoby budowania kodu, systemy CMS, podejście do struktury dokumentów i metody optymalizacji.
Jeżeli ktoś patrzy wyłącznie na aktualną konkurencję i kopiuje jej rozwiązania, może powielić nie tylko dobre praktyki, ale również błędy.
Strona konkurencji mogła być rozwijana przez kilkanaście lat. Mogła przejść migracje, zmiany CMS-a, przebudowy architektury i wiele innych zmian.
To, że dzisiaj posiada określoną strukturę, nie oznacza automatycznie, że właśnie ta struktura odpowiada za jej widoczność.
Nie wszystko, co znajduje się na dobrze widocznej stronie konkurencji, jest przyczyną jej sukcesu. Czasami jest po prostu pozostałością po decyzjach podjętych wiele lat wcześniej.
Dlatego brak wiedzy historycznej może prowadzić do powielania tych samych błędów na kolejnych stronach.
Krótka porada ekspercka
Jeżeli kolejne testy treści niczego nie zmieniają, nie warto w nieskończoność zmieniać wyłącznie sposobu pisania.
Sprawdź również:
- sposób oznaczenia elementów dokumentu,
- kod generowany przez CMS,
- strukturę podstron,
- linkowanie wewnętrzne,
- linkowanie zewnętrzne,
- miejsce treści w architekturze całej witryny,
- zachowanie wcześniej zaindeksowanych artykułów,
- przyrost nowych słów kluczowych w TOP100.
Dopiero takie spojrzenie pozwala odpowiedzieć, czy rzeczywiście problemem jest jakość treści.
Indeksacja a cel pozycjonowania
Coraz częściej pojawiają się informacje, że pozycjonowanie nie jest już walką o TOP10. Rozwój AI, nowych formatów wyników wyszukiwania i systemów generujących odpowiedzi niewątpliwie zmienia sposób korzystania z wyszukiwarki.
Nie zmienia to jednak podstawowego celu pozycjonowania w organicznych wynikach wyszukiwania.
Celem pozycjonowania jest osiąganie TOP10 na wartościowe zapytania użytkowników.
Indeksacja jest niezbędnym etapem, ale sama obecność w indeksie nie jest końcowym celem SEO.
Można mieć tysiące zaindeksowanych podstron i jednocześnie nie uzyskać przyrostu nowych słów kluczowych w TOP100. Można też stworzyć bardzo dobry, ekspercki materiał i nadal mieć problem z jego indeksacją.
Dlatego nie należy automatycznie zakładać, że winna jest niska jakość treści.
Brak indeksacji podstron nie zawsze oznacza, że treść jest słaba.
Artykuł może być merytoryczny, ekspercki, wyczerpujący, odpowiadać na pytania użytkowników, zawierać dużą ilość wiedzy technicznej i praktycznych informacji, a mimo tego nie zostać zaindeksowany lub po pewnym czasie zniknąć z indeksu.
W takiej sytuacji trzeba spojrzeć szerzej.
Problem może dotyczyć sposobu oznaczenia elementów dokumentu, kodu generowanego przez CMS, braku zewnętrznych sygnałów prowadzących do treści, bezrefleksyjnego stosowania samej dokumentacji Google albo przekonania, że jedynym rozwiązaniem jest dalsze czekanie.
Nie można również pomijać historii tworzenia stron internetowych. Kopiowanie konkurencji bez zrozumienia, dlaczego dana strona wygląda właśnie w ten sposób, może prowadzić do powielania tych samych błędów.
Dlatego gdy strona jest technicznie poprawna, nie ma blokady indeksacji, treści są wartościowe, eksperckie i tworzone w ramach kolejnych testów, a mimo upływu czasu nic się nie zmienia, warto zadać inne pytanie:
Czy problem naprawdę znajduje się w treści, czy może w sposobie, w jaki cała strona przedstawia tę treść wyszukiwarce?
To właśnie od tego pytania warto rozpocząć analizę braku indeksacji podstron.
Zapraszamy do oceny
0 / 5. 0
